Podobnie jak niektóre z Was, zostałam ostatnio zasypana przez koleżanki przędące przesyłkami o zawartości wełnistej. Strzyża z alpaki nie wymaga gręplowania, bo daje się rozskubać w palcach. Inaczej jest z wełną z merynosów, którą przysłała Ela. To znaczy, rozskubać by się dała, (wełna, nie Ela) ale trwałoby to bardzo, bardzo długo. Porozglądałam się trochę za odpowiednikiem tradycyjnych grępli ręcznych i znalazłam takie. Kształtem części pracującej i wyglądem są prawie identyczne jak te duże. Mają drewniane uchwyty. Udało mi się je kupić w sklepie zoologicznym położonym parę ulic ode mnie. Koszt: 26 zł para. Od wczorajszego wieczora "głaskam" tymi szczotkami wspomnianego merynosa i muszę przyznać, że idzie mi całkiem nieźle. Duża ilość wełny nieuczesanej (niczym "Myśli" St. J. Leca) po potraktowaniu szczotkami przekształca się w jeszcze większą ilość do przędzenia, co mnie bardzo cieszy :)
Mam nadzieję, że szczotki wytrzymają próbę sił i czasu i będę je mogła polecić osobom szukającym tańszej alternatywy dla dużych czesaków.
A na koniec - link do dobrej nuty umilającej pracę: Kapela ze Wsi Warszawa - Powolniak
A na koniec - link do dobrej nuty umilającej pracę: Kapela ze Wsi Warszawa - Powolniak