Zaproszenie

Zapraszam wszystkie polskie prządki i prządków do współtworzenia tego bloga. Myślę , że miło będzie mieć miejsce, gdzie będziemy mogli porozmawiać o naszej pasji przędzenia wełny na wrzecionach i kołowrotkach, pooglądać piękne, samodzielnie zrobione włóczki i rzeczy z nich wykonane. Kto wie, może przyjaźnie zawarte na tym blogu sprawią, że spotkamy się również w rzeczywistym świecie i zaśpiewamy wspólnie Prząśniczkę :) .



Blog został zamknięty i przeniesiony na WordPress. The blog was closed and moved to WordPress:
http://polskiewrzeciona.wordpress.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekonstrukcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekonstrukcje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2011

Plecionki pleciugi

Niejeden lubi czasem sobie pleść - przeważnie głupoty ;) Ja też jak najbardziej. A poza głupotami lubię jeszcze czasem upleść jakiś warkocz na długich włosach znajomych albo - albo coś z wełny. Wszelkie warkoczyki, bransoletki, paski.
A i w obozie historycznym zawsze się jakiś sznureczek przyda, tym bardziej że większość ekipy to posiadacze bujnego uwłosienia na czubku - w końcu jak to wygląda, elegancko uszyty strój i frotka na włosach.


Sznureczki robione techniką fingerloop - czyli splatanie pętelek. Sznureczki mają okrągły przekrój. Można je robić z dwóch pętelek ale i z dużo większej ilości - tyle żeby palców starczyło :) Ja najwięcej robiłam z sześciu, ktoś w drużynie pewnie jej do włosów używa - chyba że zgubił :D Technika sięga na pewno średniowiecza, chociaż czy wczesnego to pewna nie jestem - niby w muzeum w Roskilde była plansza ze schematem jak sobie taki sznureczek udziergać, ale była na "ścieżce dziecięcej" jako jeden z przystanków, więc kto wie, czy po prostu nie chodziło o zajęcie dla maluchów ;)
Nauczyłam się jej kiedyś z nudów - okazała się przydatna.


Sznureczki można robić też za pomocą lucety - mają wtedy kwadratowy przekrój - ale wszystkie jakie zdziałałam mi się potraciły po ludziach, więc zdjęcia nie będzie.

A tutaj moje najnowsze dzieła - plecionki na podstawie itemów ze znaleziska ze Skjoldehamn. To już inna technika, plecie się wełnę tak jak włosy, nie pętelki.
Pierwszy - pasek. Poniżej zdjęcie oryginału:


I moja wersja:


Pasek w całości - z frędzlami.


Zbliżenie na splot plecionki. Robi się ją prosto łatwo, a wzór efektowny :)


I frędzelek :) Nie jest to dokładna rekonstrukcja - pasek jest szerszy i krótszy, no i frędzelki się trochę różnią oplotem i także są za krótkie.
Ale kiedyś zrobię go w wersji bardziej TRU ;-) Jak dobrze pójdzie to całkiem niedługo, muszę tylko zdobyć marzannę do pofarbowania przędzy.

Sznureczki do ściągania kaptura. Oryginał:


I sznureczek przy moim kapturze. Muszę się także nauczyć robić te pomponiki na końcu, są zarówno w troczkach jak i przy pasku.



A tak to wygląda na głowie? Poniżej mamy oryginał. Mój kaptur nie jest, poza sznureczkami, żadną rekonstrukcją, po prostu miałam w warsztacie jeden uszyty i postanowiłam przetestować patent z wiązaniem.
Acz materiał na dokładniejszą reko mam już przygotowany :)


I kaptur na głowie TŻ:



Takie wiązanie sprawia, że kaptur dobrze przylega do głowy lepiej izolując przed chłodem, a przede wszystkim - porusza się wraz z głową, dzięki czemu nie ogranicza widoczności. Bez nich bywa tak, że obraca się głowę a tam... kaptur ;-) 
Zarówno pasek jak i troczki wykonane są z roślinnie farbowanej wełny - czerwoną włóczkę kupiłam kiedyś na krajkę dla siebie i trochę mi zostało, a żółta to ta barwiona wrotyczem. Ta która wygląda na niebieskawą w rzeczywistości jest zwyczajną szarą niebarwioną włóczką, którą skądś kiedyś zdobyłam i tak sobie leżała czekając aż przyjdzie jej czas :)

Pozdrawiam!

wtorek, 11 października 2011

Doniesienia z pola bitwy ;-)

Zebrało mi się ostatnimi czasy na tkanie. Może to za dużo powiedziane, bo jak na razie udało mi się zrobić jedną krajkę - cóż, z czasem ostatnio ciężko.



Ale wyszła nawet nie najgorsza, zbita i w miarę równa. Będzie na obszycie do jakiejś koszuli.
Całkiem dobrze jak na pierwszą krajkę od pięciu lat. I drugą w życiu ;-D

Tymczasem bawię się w barwienie owocami czarnego bzu.
Bardzo to sympatyczny barwnik, mocny i dosyć łatwy w obsłudze.


Do kąpieli wrzuciłam dużo wełny - bo bardzo lubię kolory jakie wychodzą z bzu - i kawał lnu, tak testowo.
Jeśli wyjdzie ładnie, będzie na obszycia, albo sobie zrobię z niego chustkę do stroju.
Na zdjęciu len po dniu moczenia się w barwniku. Później podgotuje i utrwalę. O farbowaniu bzem pewnie się jeszcze więcej rozpiszę kiedy efekty wyjdą z michy i wyschną :)


A powyżej, drodzy Czytelnicy, mamy krosna pionowe ciężarkowe w wersji IKEA, czyli zrób to sam ;)
Drewno dzięki uprzejmości Zakładu Oczyszczania Miasta w miejscowości po sąsiedzku - trzeba było tylko ze sterty niewymiarówek po wycince wybrać i poprzycinać. Bardzo to była miła niespodzianka, bo w tartakach u nas drogo i można dostać głównie iglaki, a tu proszę - ładna brzózka.
Na dniach się pewnie będziemy z TŻ brać za dalszą obróbkę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...