Zaproszenie

Zapraszam wszystkie polskie prządki i prządków do współtworzenia tego bloga. Myślę , że miło będzie mieć miejsce, gdzie będziemy mogli porozmawiać o naszej pasji przędzenia wełny na wrzecionach i kołowrotkach, pooglądać piękne, samodzielnie zrobione włóczki i rzeczy z nich wykonane. Kto wie, może przyjaźnie zawarte na tym blogu sprawią, że spotkamy się również w rzeczywistym świecie i zaśpiewamy wspólnie Prząśniczkę :) .



Blog został zamknięty i przeniesiony na WordPress. The blog was closed and moved to WordPress:
http://polskiewrzeciona.wordpress.com/

poniedziałek, 8 listopada 2010

A po co prząść-sonda ;)

Wczoraj goście "przyłapali" mnie na przędzeniu- akurat kończyłam skręcanie podwójnej nitki.
No i po raz setny usłyszałam pytanie "a po co to robisz? ". a szczególnie rozbawiło mnie "a nie możesz kupić czegoś takiego tam ?" (chodziło o włóczkę :D).
Drogie współprządki- PO CO, DLACZEGO i W JAKIM CELU przędziecie? I jakie są reakcje otoczenia?

Ja odpowiedziałam że "nie o to chodzi żeby złapać króliczka" ;)
Przędzenie sprawia mi przyjemność samą w sobie, po prostu lubię prząść, lubię przepuszczać czesankę przez palce i patrzeć jak powstaje z niej nitka.
Przerobienie tej nitki na drutach, albo szydełkiem na coś użytecznego to również ogromna przyjemność i satysfakcja, ale często wystarcza mi już samo skręcenie nitki i radość jaka jest ładna, słowem, nie przędę tylko po to żeby mieć włóczkę. Przez otoczenie, z wyłączeniem zarażonych bakcylem przędzenia, jestem traktowana jak rodzaj niegroźnego wariata, no ale to są przeważnie ludzie dla których nawet kupienie gotowej włóczki i zrobienie z niej czegoś to czynność pt. "moja babcia to... a ja nie mam cierpliwości" :)

19 komentarzy:

  1. Gdy zrobiłam sobie z mątewki pierwsze, jakże profesjonalne, wrzeciono, to patrzono na mnie jak na obłąkaną, a gdy z tymże poszłam do stolarza zaprzyjaźnionego, by zobaczył o co mi z grubsza chodzi (ma mi wytoczyć drop spindle jako wyraz wdzięczności za odwiezienie go parę razy po imprezie i oddanie w stanie nienaruszonym w objęcia ukochanej!) to zajęczał zdumiony niebotycznie - a... a... nie możesz sobie włóczki kupić po prostu??
    Dla mnie moje nieudolne próby przędzenia są zajęciem twórczym na granicy medytacji, są kształtowaniem formy materii, nawet mniejsza z urodą przędzy po moich wyczynach, samo to, że z czyjegoś futerka da się uzyskać w końcowym rezultacie nić jest dla mnie magiczna ;)
    Pozdrawiam ciepło wszystkie prządki!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Moja rodzina już się przyzwyczaiła i myślę, że nawet jakbym owce kupiła żeby runo mieć własne to by się nie zdziwili ..., mąż tylko mówi, że przędzenie to jak składanie komputera z części (czyli nie wiadomo po co skoro jest tyle gotowej włóczki i w dodatku tańszej). A moja koleżanka ma dobrą odpowiedź, że jej pasje są tańsze niż np papierosy, że nie są szkodliwe dla otoczenia :) Ja lubię prząść, bo patrzę jak powstaje coś z niczego i mogę sama decydować jaka będzie włóczka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dla zabicia stresu. i w celach rekonstrukcji historycznej (jeszcze się tkać muszę nauczyć i będzie idealnie).
    a plan z osiedleniem się za miastem tylko po to by mieć stadko owiec i kóz na runo budzi nieodmiennie dobry humor mojego małżonka.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie przędę (przynajmniej na razie) ale myślę sobie że dotyczy to wielu czynności. Bo po co lepię na sznur korali kazdy koralik sama skoro mogę taniej, łatwiej, szybciej kupić ceramiczne koraliki? bo potem mam satysfakcję że to takie tylko moje, że sama (zosia-samosia chyba się odzywa) zrobiłam.
    po co kulam kulki filcowe? oj nie lubię tego robić. mogłabym kupić.
    po co chleb piekę? na koncu mojej ulicy pyszny chleb sprzedają.
    itp itd.....

    mi po prostu sprawia dziką przyjemność to że robię coś sama, że umiem to zrobić a jak nie umiem to się nauczę.
    i wiem że zawsze mogę się nauczyć czegoś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Często słyszę przy tkaniu "patrz, pani przędzie", więc się wypowiem... Dziwaczne pytania też słyszę. Odpowiadam, że to co robię jest mi potrzebne do zbudowania rakiety na Marsa... albo nie parkuj łodzi podwodnej przy krawężniku... :)

    "W jakim celu?" to pytanie też mi się pojawia, gdy ktoś kupuje pierogi mrożone ;) fuj... albo inne gotowe rzeczy, które można zrobić lepiej i taniej samodzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba nie spodziewacie się , że dam radę odpowiedzieć na to pytanie krótko ;)
    Kołowrotek towarzyszy mi już 30 lat i przędzenie nadal sprawia mi radość :). Ostatnio przędę z przyjemnością ,właśnie na tym moim pierwszym kołowrotku .
    Przędę bo :
    - tak, jak Kasia, lubię samo przesuwanie się czesanki w palcach . Lubię różne rodzaje runa w naturalnych kolorach i zawsze jestem ciekawa, jak będzie wyglądać uprzędzione. Ostatnio na kursie u Danieli i dzięki uprzejmości koleżanek ( zwłaszcza Plastusi ) miałam okazję poznać wiele rodzajów runa i czesanek pochodzących z owiec żyjących na całym świecie. Sama ta różnorodność surowca sprawia, że będę przędła z przyjemnością przez następne lata,
    - bardzo lubię wszystkie przyrządy używane do przędzenia i namiętnie je gromadzę :)Lubię prząść na starych kołowrotkach i cieszy mnie , że po wielu latach znowu pracują . Lubię ślady pracy dawnych prządek i tkaczek na narzędziach. Cieniutko sprzędziony len na szpulkach wrzecion,ślady wycięte na widełkach wrzecion, przez przesuwającą się latami nitkę , czółenka tkackie o powierzchni gładkiej od tysięcznych dotknięć rąk tkacza,
    - lubię też to , że przędzenie zawsze wiązało się ze wspólnym spędzaniem czasu. Cieszę się, że jesteśmy razem , tu na blogu, ale też coraz częściej spotykamy się w rzeczywistym świecie. I że spotkania te mają zawsze w sobie to " coś " , co sprawia, że mamy ochotę je powtórzyć . Radość z takich spotkań , dobrze byłą znana naszym babciom, ale dzięki przędzeniu możemy ją odkryć na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  7. choć przędę od niedawna i nie posiadam nawet profesjonalnego narzędzia do przędzenia, to dodam swoje trzy grosze w temacie. Po co prząść? po to, żeby zrobić sobie przyjemność ;) po prostu lubię to robić :)
    Mogę powtórzyć za Feri o kształtowaniu formy materii - bezcenne doświadczenie! Długo oglądałam u "koleżanek po kądzieli" wełny ręcznie przędzione i za nic nie mogłam zrozumieć jak z takiej chmury czesanki może powstać nitka. No i proszę - może, nawet za pomocą moich rąk ;)
    A o hodowaniu owcy marzę od dziecka, nie tylko dla ilości sweterków, które na sobie nosi, ale też ze względu mleko, które uwielbiam :P
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bo to pokochałam,poprostu. Jak się rozstaję z własnoręcznie uprzędzioną wełną to mi się w środku coś robi :D

    Na głupie stwierdzenia,że można kupić odpowiadam,że strzelić sobie w łeb też można pozbywając się problemów na amen >:/

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo tak robili psierwy ;-)
    Tak odpowiadała mi i Babcia, i Prababcia, i Mama na wszystkie dopytywania - "a czemu?"
    "A czemu robisz tak?" "A skąd wiesz jak zrobić to?"
    Długo sadziłam, że "psierwy" to jakiś lud mityczny, od którego moi przodkowie nauczyli się wykonywać różne czynności (od pieczenia chleba po uprawę ogrodu). Dopiero jako całkiem duża panienka zrozumiałam, że "psierwy", to gwarowa forma słowa "pierwej". A więc tak robili "pierwej" (dawniej), więc i ja tak robię...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale się Elu, uśmiałam z tego komentarza :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przędzenie jest dla mnie magicznym połączeniem z dawnymi czasami, z kolejnymi pokoleniami kobiet w cudowny sposób przetwarzających naturalne runo w nici, kłębki, tkaniny. Dużą przyjemność sprawia mi świadomość, że mogę tworzyć coś od podstaw, bez tzw. gotowców!
    Cieszę się, że ta dawna umiejętność znów wraca do łask!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ogromnie żałuję,że nie przędę.Nie mam warunków w mieszkaniu a uczulenie na moher sugeruje, że odrobiny wełny też mogły by pogłębiać...Nie o to chodzi.Chodzi o pasję!O twórczą pasję.
    A tak leży leniwiec jeden na kanapie i nawet kanały w TV trzeba mu przyciskać, bo sam nie ma siły...

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie nikt nie pytał jeszcze;]
    Ostatnie z dziwnych pytań było "po co żyrandol na jabłoni", ale tez dawno;]

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja babcia mówiła "jak masz problem to się z nim prześpij" . A ja wtedy zaczynam prząść .I zwijam te moje durne myśli z wełną i tak się jakoś rozplątują i uładzają i są do zniesienia . Kiedy jest w domu awantura i nie mogę już tego wszystkiego słuchać idę prząść i otacza mnie miarowy terkot - balsam na nerwy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. . Taak . to jest jak snucie własnej opowiesci ... tak IZA. DOKLADNIE ... Łaczymy sie z milionami kobiet przed nami z ich energią. czerpiemy z tego siłe...to jest jak medytacja. jak powrót do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  16. AHA . MNIE NIE PYTAJĄ . JUZ DAWNO SIE PRZESTALI DZIWIĆ.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przędę - bo mus. Bo trzeba. Bo nie wolno zagubić umiejętności. Bo to bakcyl na stres.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przędę, bo uwielbiam mieć zajęte ręce. Bo lubię wiedzieć, jak coś działa, czy to będzie wrzeciono, czy silnik samochodu. Przędę, bo to uspokaja i pozwala tworzyć rzeczy niezwykłe.
    Poza tym, pozwala mi to na rekonstrukcję historyczną, mogę prześledzić calutki proces powstawania ubioru.

    Zabawne, ze jak ktoś maluje, gra na pianinie czy jeździ konno, nikt go nie pyta, po co i dlaczego to robi ;) A to przecież to samo - hobby, pasja, sposób na życie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakoś nie przypominam sobie aby ktoś zadał mi to pytanie - po co, dlaczego? Przędę i wykonuję różne "starodawne" rzeczy, których zamienniki można kupić w sklepie (zaprawy na zimę, nalewki, gobelin, włóczki), bo wtedy, po prostu, dobrze się czuję. Tkwią we mnie pragnienia, które potrzebuję spełniać. Dlaczego - bo tego potrzebuję. Tu nie chodzi o to by MIEĆ, kupić, ale o to by ZROBIĆ.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...